Jak zebrać zdjęcia od gości weselnych: 6 sposobów i wady każdego
Fotograf odda wam kilkaset kadrów za dwa miesiące. Przez ten czas zdjęcia z waszego wesela leżą w telefonach gości — te zza stołu, z parkietu i sprzed sali, których fotograf nie miał jak zobaczyć. Większości z nich nigdy nie dostaniecie. Nie dlatego, że goście nie chcą się podzielić, tylko dlatego, że nikt nie powiedział im jak.
Poniżej sześć sposobów, które realnie się stosuje, i to, co z każdym z nich jest nie tak.
Grupa na WhatsAppie
Najczęstszy odruch i najgorszy nośnik. WhatsApp domyślnie kompresuje zdjęcia do kilkuset kilobajtów — z pliku, który miał 4 MB, zostaje coś, czego nie wydrukujecie nawet w formacie 10×15. Do tego zdjęcia mieszają się z rozmowami, a po roku część z nich wygasa na telefonach, które je wysłały.
Dochodzi bariera towarzyska: żeby ktoś wrzucił zdjęcie, musi najpierw być w grupie. Ciotka, kolega z pracy i znajomy męża z siłowni raczej w niej nie będą.
Wspólny folder na Dysku Google
Jakość zostaje, i to duży plus. Problem jest inny: żeby wrzucić cokolwiek, gość musi mieć konto Google, kliknąć link, zalogować się, znaleźć przycisk dodawania i wybrać pliki. Na trzeźwo o dwudziestej to pięć kroków. O drugiej w nocy to za dużo.
Efekt jest zawsze ten sam — wrzuca pięć osób, z czego trzy to świadkowie.
Hashtag na Instagramie
Działa jako zabawa, nie jako archiwum. Zbierzecie tylko to, co ktoś chciał pokazać publicznie, czyli wersje przefiltrowane i wybrane. Najlepsze kadry — te niepozowane, rozmazane, z połową twarzy poza kadrem — nigdy nie trafiają na Instagram.
Instagram dodatkowo skaluje zdjęcia w dół, a ściągnięcie ich z powrotem w oryginale jest niemożliwe.
Aparaty jednorazowe na stołach
Modny dodatek, ale jako sposób na zebranie zdjęć wypada słabo. Jeden aparat to 27 klatek i koszt rzędu 40–60 zł, wywołanie kolejne 30–50 zł za sztukę. Przy dziesięciu stołach wychodzi kilkaset złotych za niecałe trzysta klatek, z których część będzie czarna, bo ktoś nie włączył lampy.
Efekt zobaczycie po dwóch tygodniach, nie macie wpływu na to, co się na nich znajdzie, i nie da się dograć niczego później.
Pendrive albo prośba mailem po weselu
Teoretycznie najprostsze, praktycznie nie działa. Po weselu wszyscy wracają do swojego życia, a prośba o zdjęcia ląduje na liście rzeczy do zrobienia kiedyś. Dostaniecie może trzy odpowiedzi, wszystkie po miesiącu.
Moment, w którym gość jest najbardziej skłonny podzielić się zdjęciem, to chwila zaraz po jego zrobieniu. Wszystko, co przesuwa tę decyzję na później, kosztuje was zdjęcia.
Wspólna galeria pod kodem QR
Na stole stoi winietka z kodem. Gość skanuje go aparatem w telefonie, wchodzi na stronę i wrzuca zdjęcia — bez instalowania czegokolwiek i bez zakładania konta. Zdjęcia lądują w jednej galerii, którą widzicie na żywo w trakcie wesela.
To rozwiązuje dokładnie ten problem, o który rozbijają się pozostałe sposoby: liczbę kroków między „zrobiłem zdjęcie" a „jest u nich". Skan i wrzucenie zajmują kilkanaście sekund, więc decyzja zapada od razu, a nie kiedyś.
Zdjęcia trafiają do galerii w takiej jakości, w jakiej wyszły z telefonu, a całość pobierzecie później jednym kliknięciem. Widzicie je od razu, więc galeria działa w trakcie przyjęcia jak atrakcja — ludzie wrzucają więcej, kiedy widzą, że coś się dzieje.
Zadbać trzeba o dwie rzeczy: wydrukować winietki przed weselem i sprawdzić, czy na sali jest zasięg albo wifi. W starych murach potrafi go zabraknąć, a wtedy wystarczy dopisać hasło do wifi pod kodem.
Co z tego wybrać
Wszystkie pozostałe sposoby rozbijają się o to samo: wymagają od gościa dodatkowego kroku. Konta, numeru telefonu, aplikacji albo pamiętania o czymś nazajutrz. Każdy taki krok kosztuje was zdjęcia, bo moment, w którym ktoś najchętniej się nimi dzieli, trwa kilkanaście sekund po ich zrobieniu.
Galeria pod kodem QR jako jedyna z tej listy nie wymaga niczego poza telefonem, który gość i tak trzyma w ręce. Dlatego zbiera zdjęcia od całej sali, a nie tylko od tych gości, których macie w telefonie, i robi to w jakości, którą da się wydrukować.
Załóż galerię na swoje wesele — zajmuje kilkanaście sekund, a zanim wybierzecie plan, możecie ją przetestować za darmo.